Warsztat sztuk w MDK w Skoczowie.
Okazuje się, że tworzenie wierszy przez jedną osobę po polsku i syngalesku jest możliwie, a nawet potrafi być zachwycające. Wiersze takie, napisane w każdym z wyróżnionych powyżej języków, są niezwykle oryginalne i świeże, a także zawierają większy, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, ładunek rodzimej kultury. Takie zestawienie dwóch światów buduje nową jakość, zadziwia, a ponadto bardzo inspiruje.
Przewodnikiem po kontrastach i specyficznych synkretyzmach poetyckiego oblicza Polski i Sri Lanki był 5 lutego Ratnariri Suriya Arachchi (Suri), goszczący w Warsztacie Sztuk - oddziale Miejskiego Domu Kultury. Jako były mieszkaniec Sri Lanki, z wykształcenia ekonomista, poeta, autor mitycznych bajek dla dzieci, artysta zajmujący się ludowym tańcem, a także aktor teatrów ulicznych, studenckich i publicznych oraz współpracownik wielu pism niezwykle barwnie i humorystycznie opowiadał o swej działalności, ciekawości świata i pasjach. Przed skoczowskimi i cieszyńskimi odbiorcami zaprezentował autorskie wiersze, w których znalazła swe odbicie różnorodność i wielobarwność jego życiorysu. Wśród czytanej poezji nie zabrało też debiutanckiego utworu Suriego pt.: "Jaś", w którym, jak mówił bohater wieczoru, "urodził się jako poeta piszący po polsku". Został on przedstawiony w języku syngaleskim i polskim. Powstał dla starszego syna Jasia, kiedy miał 2 lata. Po latach został wpisany w zbiór wierszy wydanych dwujęzycznie (język polski i niemiecki) pod wspólnym tytułem "Między rzeką a rzeką".
Podczas egzotycznego wieczoru, spędzonego przy imbirowej herbacie, odczytano również utwory innych syngaleskich poetów, które Ratnariri Suriya Arachchi od kilku lat tłumaczy z powodzeniem na język polski.
TSUNAMI
Dzieciom Sri Lanki z wybrzeża Oceanu Indyjskiego
daleko na południowym wybrzeżu oceanu
widzę niby we śnie
smukłe drzewo palmowe
trzyma palcami
biało-bladawy mundur szkolny
niebieskie łakome rekiny
jak błyskawica
zjadały podręczników kartki
pełne wiedzy
pyszne babki
z piaskownicy
i papierowe szalupy
ich zęby wchłaniały Cię
po krwawym ataku głodu
wybacz mi chłopcze,
którego imienia nie znam
nie potrafiłem wtedy podać Ci rąk
moje ręce są za krótkie
ADAM I EWA
powiesił się na sznurku prześcieradeł
w tle balonów z prezerwatyw
pognieciony papier w zaciśniętej pięści
z niedokończonym wierszem
w czasie kwitnienia akacji
noc wzrosła w niej
swoim ostrym cierniem księżyca
jesień to smutna pora
firanka jest szara
jabłonie gubią liście
ptaki odlatują daleko
ona też była ptakiem
Tekst i foto: Julia Broda |